29.12.2014 O tym jak poszedłem dziś do lasu.

Jednak poszedłem do lasu. Krótko po napisaniu poprzedniego wpisu wziąłem się do odśnieżania z Mamą, odśnieżałem wkurwiony bo wyprawa mi się nie udała. Potem pojawił się mój Tata i uruchomił pożeracza śniegu, tu sprawa była prostsza. On wciągał pożeraczem śniegu, a Ja usuwałem drobnostki które zostawały i wywalałem je na zielony parking, kiedy oczyściłem teren parkingu i wybierałem się do domu to wpadła mi do głowy taka myśl, może na Wejherowski jest już za późno, ale jakiś mały odcinek (16,2 km) Trójmiejskiego mogę przecież sobie zrobić. Wyszedł mi odcinek z ul. Warszawskiej w Gdyni do Źródła Marii na Fikakowie (też w Gdyni). Miałem kiedyś takie marzenie, mianowicie żeby wędrować w śniegu. I tak marzenie przeszło w czyn.

Wędrówka w śniegu po kostki jest męcząca, szlak Trójmiejski prowadził po dosyć malowniczych miejscach, las zimowy jest piękny, dla tych zwłaszcza którzy kochają zimę.

Las Zimowy

Las Zimowy

Spotkałem dwóch narciarzy biegowych i kupę śladów po nartach biegowych, swoją drogą ciekaw jestem ile śladów zobaczył bym na drodze Nadleśniczych, to jest wytyczony szlak właśnie do biegów narciarskich. Widziałem też faceta na rowerze. Nie było mi zimno, ubrałem się tak jak opisywałem to w niedawnym wpisie, z tą różnicą że zamiast ECWCS’a i zielonego polara wziąłem Minimalist Jacket Marmota i czarny polar, gdybym wziął ECWCS’a i zielonego to pewnie pływał bym w solonym płynie wydostającym się z mego ciała. Na nogach miałem dwie pary skarpet, a na nogach M65 i kalesony.

Żeby nie było tak pięknie to parokrotnie pogoda się załamywała i padało albo drobniutkimi płateczkami i z rzadka, albo całą hurmą grudkami o wielkości gdzieś 3 mm, jakim problemem są te śnieżyce okaże się dopiero później. Na filmie powyżej widać czerwony sznureczek, to znaczy że mam na szyi zawieszony kompas. Mapa i kompas to podstawa podczas każdej wędrówki, to wiedzą wędrowcy. Jeśli chodzi zaś o mapę, to chyba czeka ją klejenie.

Oczywiście nim dotarłem do góry Donas to się ściemniła, czołówka dawała radę, ale padający miejscami śnieg utrudniał mi widzenie drogi przed bo oświetlany był śnieg a nie to co dalej, nie wiem jakim cudem zauważyłem znak skrętu bo jak bym nie zauważył to niechybnie bym się zgubił, szlak prowadzący do góry Donas jest ciulowo poznakowany, jak dość na tą cholerną górę skumałem się po śladach człowieka który szedł tam przede mną. Ale zanim doszedłem do góry Donas to zaliczyłem pierwszą w tym roku glebę, poślizgnąłem się bo pod śniegiem był lód i upadłem na kostkę nadgarstka, stłuczona jest tylko ale ogranicza ruchy manualne prawej dłoni bo boli, teraz już mniej, ale przez kilka dni będę się męczył. Ściemniło się i zaczął się cyrk, gubiłem kilkukrotnie szlak, w nocy zobaczyłem światełko i pomyślałem „Co tam się pali ?” idę do tego światła a tam krzyże, myślę sobie „O @#*!$% to jakiś cmentarz”, okazało się że jest to cmentarz Ewangelicki, cmentarz po środku lasu, przez który przechodzi szlak Trójmiejski. Powiedziałem tylko „Świeć Panie nad ich duszami” i poszedłem dalej. Kiedy dochodziłem do Kaczych Buków przez drogę z prędkością małej wyścigówki przebiegł zając, ino uszy mu się kiwały. To tyle jeśli chodzi o wędrówkę dzisiejszą, dodam tylko że jak doszedłem do Źródła Marii to poszedłem na Fikakowo (Karwiny 4), potem wsiadłem w autobus i z przesiadką w McDonaldzie dotarłem do domu.

Idąc tak zimowym krajobrazem słuchałem radia i akurat leciała audycja pt. W Tonacji Trójki, poniedziałkowe wydanie prowadzi Piotr Stelmach i mówione było tam że na przełomie Stycznia i Lutego Polskie Radio pod patronatem Trójki wyda płytę ku pamięci Tomka Beksińskiego i w tym miejscu chciałbym Wam zaprezentować utwór który niewątpliwie znajdzie się na tej płycie, a jest to utwór którego jeszcze roku temu nie znałem, a zapoznał mnie z nim Piotrek T. Jest to ostatni utwór z ostatniej audycji Tomka i nosi tytuł „Stationary Traveller” i pochodzi z dziesiątego albumu grupy Camel o tym samym tytule.

Pięknie się pożegnał tym utworem, prawda ?

Reklamy

06.12.2013 Jeśli dziś jest szóstego …

To nie zapomnijcie o prezentach mikołajkowych. Poza tym to naj*b*ło śniegu i można jeździć na nartach biegowych :D. Rano obudził mnie szum i łupanie czyli dźwięki oporu jakie stawiał mur domostwa moich Rodziców przed Orkanem, Orkan to jeszcze nie huragan, a już nie wichura, wiało tak że jak spotkałem dziś rano w ciemności moją Mamę to powiedział tylko „Dziecko boję się żeby jakaś spadająca gałąź nie uderzyła w ciebie”, ja na to odpowiedziałem tylko „Kurcze, muszę sobie kupić kask” w żartach oczywiście. Wychodzę z domu i widzę, wszędzie biało, śnieg sypie, Orkan napieprza idę do pracy. W odtwarzaczu Soundgarden – Down On The Upside

Teraz też pada, a dziś po pracy przed bramą Portu Wojennego w Gdyni będzie stał samochód z moimi rodzicami w środku, jedziemy do Kamienia gdzie będzie jeszcze więcej śniegu ale będzie też Igor, syn mego Brata, wnuk moich Rodziców i mój Chrześniak. Dziś jest Mikołaja i wieziemy tam prezenty dla Igora.

 

Zima w Porcie Wojennym Gdynia

Zima w Porcie Wojennym Gdynia

O 15:30 wyszedłem za bramę portu i wsiadłem w samochód z moimi Rodzicami w środku, okazało się że jedziemy najpierw po Iwonkę i Igora odebrać ich z pod Batorego (to centrum handlowe), ale już po drodze okazało się że nasypało i sypie dalej aż do teraz (23:23) i z tego między innymi powodu ludzie postradali rozumy i nie umieją myśleć i poruszać się w ruchu ulicznym i jeździć na suwak (a propos dziś na stadionie narodowym bicie rekordu Guinnesa w graniu „Deszcze Niespokojne” suwakiem zamka błyskawicznego było). Jedziemy do tego Kamienia a po drodze drogi zasypane, nawiewa śnieg z pól i tworzą się zaspy, odstawiliśmy Bratową i Bratanka i wracamy. Ledwo dojechaliśmy do domu i trzeba było odśnieżać… Jebana Zima !

Ps.: Publikowałem 7.12 o 00:44 ale i tak będzie w tytule 6.12.