08.11.2017 My Polacy

Dziś byłem w kinie, dokładniej to w studyjnym kinie w Gdyńskim Centrum Filmowym, w miniaturowej sali kinowej  obejrzałem film pod tytułem “Pewnego razu w Listopadzie”, jest tam scena w której ultraprawicowe bojówki atakują skłot – potocznie, opuszczona nieruchomość, zajęta przeważnie bez zgody właściciela. Pokazana została czysta nienawiść tych zamaskowanych ludzi. To taki swego rodzaju Polaków portret własny, wiem że zaraz powiecie mi tutaj że nie wszyscy Polacy są tacy. Oczywiście w pełni się zgadzam nie wszyscy tacy jesteśmy i myślę że klucz w rozwiązaniu tej patowej sytuacji leży w tym co przeczytałem całkiem nie dawno. Zacznijcie dostrzegać w innych drugiego człowieka.

Ps.: Mam robotę.

Reklamy

03.02.2014 Raz jeszcze

Wybrałem się dzisiaj do kina, pokazywali prawdziwe oblicze alkoholizmu w filmie pt.: „Pod Mocnym Aniołem” straszna to prawda i każdego bez wyjątku ona dotyczy i dosyć o tym, nie polecam. Raz jeszcze chciałbym napisać o podrywaniu, tak to należy nazwać. Jak to jest (pytanie skierowane do kobiet i od kobiet komentarze będą akceptowane) że jak wchodzę pachnący wiatrem w bluzie Helikona o której już na łamach tego bloga pisałem, w czarnym poliestrze na zamek, w spodniach (takich żmijkach jeansowych) i we włoskim obuwiu na skałę, podchodząc do kas biletowych w tymże kinie beż żadnego „inner game” spoglądam na dziewczynę w zielonej puchowej kurtce i ona odwraca wzrok, ale za chwilę spogląda na mnie ukradkiem z uśmieszkiem na buzi. Nie sądzę by się ze mnie śmiała, myślę że moje spojrzenie na nią było swego rodzaju komplementem ? Że jakaś prawda jest w tym ukryta domyśliłem się po tym jak patrzyła na mnie dziewczyna przy kasie, mało brakowało, a zapytałbym o której kończy i być może oszczędziłbym sobie tego strasznego filmu. Cóż, nie myślcie sobie drogie Panie iż aż tak dobrego jestem o sobie mniemania, choć prawdą jest iż lubicie jak na Was patrzymy.

18.01.2014 Today

Obejrzałem dzisiaj film pt.: „Sekretne życie Waltera Mitty”, polecam był świetny, zarówno Ben Stiller jak i Sean Penn po prostu genialny. Wychodząc z kina wszedłem w srogą niesprawiedliwość zimy, napadało śniegu w Gdyni i jest mroźno. Stwierdziłem że pójdę jeszcze na piwo, idąc w kierunku bulwaru zaczepiła mnie lasencja z różową parasolką proponując pójście do klubu go-go, postukałem się w głowę i poszedłem dalej. Najpierw wszedłem do Kandelabrów, tam było brak miejsc, podobnie w F.Mindze więc stwierdziłem że pójdę do Contrastu, ale i tam było brak miejsc. Stwierdziłem więc że pójdę na sushi, idąc spowrotem do Gemini rozmyślałem o zimie, że nie lubię jej, że niektórzy ją lubią, zwłaszcza Ci którzy urodzili się 18 stycznia ;). W moshi moshi (polecam) zjadłem nigiri sake i uramaki sake, ponadto wpyliłem banana w futurze oblanego miodem (to też polecam) do tego wypiłem piwo Sapporo które było całkiem niezłe. Wracając do domu słuchałem Pearl Jam.